Austria 2017

Austria 25.11. – 8.12. 2017

Nadeszła pora korzystania z uciech zimowej aury. Wzorem lat ubiegłych, w tym roku nie czekam na zimę u nas, bo nic z tego nie wyszło. Czy to efekt ocieplenia klimatu – nie wiem. Wyruszam do Austrii z myślą o nartach, ale po drodze muszę koniecznie zobaczyć Salzburg. Jak zwykle się nie spieszę, podróżująć „nacjonalkami”. Mam zamiar spędzić tu około dwóch tygodni. Po Sazburgu kierunek lodowiec Kitzsteinhorn w okolicach Zell am See – Kaprun.

Salzburg

Salzburg – pod Domem Mozarta

Tuż po przekroczeniu austriackiej  granicy dojeżdżam do miejsca urodzin i życia Wielkiego Kompozytora –  Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Z moich informacji wynika, że będzie problem ze znalezieniem miejscówki na nocleg (dzięki kolegom z portalu campertem.pl wiadomości są zazwyczaj aktualne). Udaje mi się znaleźć miejsce w ślepej uliczce na jednym z osiedli mieszkaniowych, oddalonego niespełna kilkanaście minut jazdy rowerem od centrum. Oczywiście oprócz narciarskiego ekwipunku rower –  jedzie ze mną. 

Zaczynam mój spacer w okolicach dworca głównego z potężnym placem na którym w sposób niespotykany pozostawia się rowery. Ustawienie go na pierwszym poziomie stojaka nie nastręcza trudności – wypróbowane. 

Na pierwszym planie, moja niezawodna Koga.

Miasto nie jest zbyt rozległe i rozłożyło się na obu brzegach malowniczej rzeki Salzach. Pierwsze kroki kieruje do domu urodzin Mozarta. Jest dużo ludzi, co chwilę wymieniaja się grupy wycieczek z całego świata. Tuż przy domu jest jedyny sklep z oryginalnymi „Mozartkugel” – słodkim przysmakiem, będącym wizytówką Salzburga. Sa to czekoladowe pralinki nadziewane masą pistacjową.

  

Przechadzam się malowniczymi uliczkami starego miasta. Panuje nastrój świateczny z tradycyjnym jarmarkiem świątecznym, podczas którego obowiązkowo trzeba zjeść brathwursta i wypić kubek grzanego wina. Najtłoczniej jest oczywiście przy Getraidegasse, najsłynniejszej ulicy miasta.

Pałac i ogrody Mirabell

Salzburg historycznie przez długi czas funkcjonował jako państwo kościelne. Urzędujący arcybiskupi nie stronili od świeckich uciech. Jeden z nich wybudował okazały pałac  Altenau, na prawym brzegu Salzach, dla miłości swojego życia Salome Alt , z którą miał piętnaścioro dzieci. Jego następca sam nie stroniąc od uciech zmienił nazwe pałacu na Mirabell. Pałac otaczają imponujące ogrody, które pewnie wiosną i latem dodają uroku zabudowaniom pałacowym. Dalej wspinam się na Hohensalzburg, gdzie znajduje się twierdza, wzniesiona przez jednego z arcybiskupów. Co ciekawe, nigdy nie była ona zdobyta. Na wzgórze można także dostac się kolejką szynową, napędzaną energią spływającej wody.

Twierdza Hohensalzburg

Oberndorf i „Stille nacht”.

Kościół św. Mikołaja

Kapliczka w centrum miejscowości

Jest nawet muzeum

Podczas wędrówki zatrzymuje się w małej miejscowości Oberndorf. Na parkingu w rynku parkuje sporo autobusów z których „wysypuje się” spora ilość wycieczkowiczów. Jestem w miejscu, gdzie miało miejsce błahe z pozoru wydarzenie.  Po raz pierwszy wykonano w kościele św. Mikołaja pieśń „Cicha noc”. Dziś przetłumaczona na niemal wszystkie języki świata i liczne dialekty,  jest najpopularniejszą koledą na świecie.

Zell am See – Kaprun.

Docieram do ekskluzywnego Zell am See. Miasto powiatowe nastawione wyłącznie na turystykę z wieloma atrakcjami, dla turystów z zasobnym portfelem. 

Podążam dalej w kierunku lodowca Kitzsteinhorn. Po drodze mijam bardziej egalitarne Kaprun. Odległość nie jest spora i kursują bezpłatne skibusy. Wykorzystuję to i wybieram się na spacer po tych miejscowościach. 

Kitzsteinhorn.

Parkuję na jednym z wielu parkingów pod lodowcem. Stąd mam blisko do kolei gondolowej, co jest bardzo wygodne  ze względu na ekwipunek narciarski. Auto jako dom mieszkalny spisuje się na piatkę. W nocy temperatura spada do -17 stopni, wewnątrz jest ciepło i co najważniejsze nic nie zamarza. Wracając po całodniowym szusowaniu mam ciepło, łącznie z gorącą wodą na natrysk. Koło mnie zatrzymuje sie kamper z Polski- sympatyczna para z Bytomia. Jest okazja na wieczorną rozmowę i herbatkę.  

Kitzsteinhorn – punkt widokowy

Kompleks narciarski lodowca jest doskonale zorganizowany, jak wszystkie zresztą w Austrii. Na górę wjeżdża się koleją gondolową na 2000 m, by potem przesiąść się do drugiej gondoli, która wywozi nas na ok. 2940 m. Na tej wysokości jest super pogoda i słońce, co powoduje, że warunki są idealne. Do dyspozycji jest ok. 150 km tras i kilkadziesiąt najróżniejszych wyciągów, co sprawia, że nigdzie nie czeka się na wjazd. W trakcie szusowania obowiązkowo trzeba się posilić. Już bez nart wjeżdżam na szczyt Kitzsteinhorn, gdzie oprócz punktu widokowego jest restauracja samoobsługowa z menu nawet dla najwybredniejszych. 

   

Drugą część eskapady narciarskiej postanawiam spędzić bliżej Zell am See, w świeżo otwrtym kompleksie Areitxpress. Stacja posiada potrzebną infrastrukturę, choć jeszcze nie wszystko było gotowe w pełni. 

Tereny zjazdowe – raj dla narciarzy.
Kaplica na szczycie Schmitten