Grecja 2018 – cz.I

21.04 sobota – dzień 1


Leszno – Kędzierzyn Koźle – Głubczyce – Valaśske Klobouky (Czechy)

Ostatnie zakupy jedzenia, paliwa i gazu. Na granicy kupujemy ubezpieczenie od kosztów leczenia, oczywiście przez internet. Po drodze robimy postój na posiłek w miejscowości Kunin, gdzie podczas spaceru natrafiamy na ładny pałac z parkiem. Dojeżdżamy prawie pod granicę czesko-słowacką. W miejscowości Valaśske Klobouky  parkujemy przy markecie Penny i spokojnie zasypiamy.

Nocleg na parkingu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kunin – Kraj Morawsko – Śląski Czechy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

22.04 sobota – dzień 2


 Valaśske Klobouky – Balatonfüred (Węgry)

Rano wyjazd w kierunku Słowacji i przekroczenie granicy w centrum wsi. Robimy zdjęcie pamiątkowe.

Granica – Słowacja

Słowacja prezentuje się mniej korzystnie od Czech. Drogi z nawierzchniami mizernymi. Porządek wokół zabudowań pozostawia wiele do życzenia. Domostwa jakby biedniejsze. Kierujemy się na Szekesfeherwer. Jest słonecznie i bardzo ciepło, żeby nie powiedzieć upalnie. Postanawiamy, że na kilka dni zatrzymamy się na Węgrzech

Zmieniamy trasę i jedziemy w kierunku Balatonu, z zamiarem spędzenia tu kilku dni. Na drodze potężny ruch pojazdów Węgrów, wracających ze swoich dacz po weekendzie. Trafiamy do Balatonfüred, miejscowości położonej nad samym jeziorem, lub morzem. Znajdujemy pusty parking z nawierzchnią trawiastą tuż przy wejściu na tereny rekreacyjne. Parking jest za free, ale już wejście nad jezioro płatne – prawdopodobnie od 1 maja. Infrastruktura tego miejsca  jest imponująca. Jest wszystko, co powinno tutaj się znajdować. Oczywiście gastronomia jeszcze nieczynna. Jest spokojnie i cicho, mało wypoczywających. Balaton ogromny i piękny. Postanawiamy tu pozostać jeszcze przez poniedziałek tym bardziej, że temperatura istnie letnia.

23.04 poniedziałek – dzień 3


Balatonfüred (Węgry)

Czas spędzamy na lenistwie i plażowaniu. Odpoczywamy.

24.04 wtorek – dzień 4


Balatonfüred – Sopot (Serbia)

Dziś już deszczowo i chłodno. Pogoda dobra na dalszą jazdę. Po śniadaniu ruszamy w kierunku granicy z Serbią. Dojeżdżamy do przejścia Tompa. Odprawa sprawna. Po przejechaniu na stronę serbską, krajobraz nie za ciekawy, jest biednie. Tu i ówdzie dostrzegamy zniszczenia powojenne. Wjeżdżamy na autostradę Subotica -Belgrad – Nisz. Wszystkie autostrady są płatne. Opłatę wnosimy na każdej z bramek po kilkaset dinarów, płacąc kartą w euro. Kamper nasz, jest tutaj liczony do kategorii ciężarówek, a nie tak jak u nas, do samochodów osobowych. To oczywiście przekłada się na wyższe stawki opłat. Na odcinku do Belgradu nawierzchnia dziurawa  i nierówna. Z czasem stan się polepsza. W godzinach wieczornych docieramy do Belgradu. Miasto jest imponujące i ładnie oświetlone. Nie mamy ochoty na szukanie miejsca w centrum. Podążamy dalej i zatrzymujemy sie na parkingu autostradowym koło miejscowości Sopot. Tankujemy i udajemy sie na spoczynek. Miejsce bezpieczne, ale piekielnie hałaśliwe.  

25.04 środa – dzień 5


okolice Sopot – Skopje (Macedonia)

Ruszamy w kierunku Skopje – Macedonia. Krajobraz monotonny. Po obu stronach autostrady olbrzymie połacie pól uprawnych. Im bardziej na południe, tym ukształtowanie terenu się zmienia. W dali   pokazują się góry. Po drodze kilka bramek i wszędzie opłaty. Bezpłatna obwodnica Belgradu, oraz odcinek nowo wybudowanej autostrady do granicy z Macedonią. Odprawa na przejściu niezbyt sympatyczna. Rutynowe sprawdzenie dokumentów, bez zwrotów grzecznościowych. Tuż po przekroczeniu granicy zjeżdżamy do stacji benzynowej. Paliwo ok. 1 Euro za  litr, ale „pani się myli” i dolicza do rachunku 3 euro. Nie wiadomo jaki jest oficjalny kurs. Po naszej interwencji zwraca nienależną sumę. Kierujemy się do miasta szukając parkingu w aplikacjach internetowych. Jest potężny ruch. Skopianie jeżdżą jak chcą. Strach się bać. Decydujemy się na płatny parking w centrum. Oczywiście bez potwierdzenia zapłaty. Idziemy do centrum tego pół milionowego miasta. Prezentuje się ładnie, ale jest trochę kiczowate. Monumentalne budowle ze sztukateriami wykonanymi z gipsu. W wielu miejscach Macedończycy akcentują Matkę Teresę – wiele obiektów i ulic nosi jej imię. W Macedonii jest także skupisko Polonii, nawet na lokalnym uniwersytecie funkcjonuje  wydział  polonistyczny.  Wszędzie potężne śmieciowisko. Wracamy na parking, a tu nasze auto zastawione i są duże problemy, żeby wyjechać. Ruszamy w kierunku Ochrydy. Za bramkami, na autostradzie postanawiamy spędzić noc na parkingu stacji benzynowej. Jest ciszej niż poprzednio.

Obrazki ze Skopje

26.04. czwartek -dzień 6


okolice Skopje – Ochryd

Rano wyruszamy do Ochrydy. Do Tetowa jedziemy płatną autostradą, jej krótkimi odcinkami, każdorazowo płacąc 1 euro. Chwilami nawierzchnia wymagająca napraw. Jedzie się nieciekawie. Od Tetowa droga normalna przez malownicze tereny górskie. Najwyżej wjeżdżamy na ponad 1000 m. Jedzie się ciężko. Jest wiele zakrętów, mijanek i nierówności. Po południu dojeżdżamy do Ochrydy i znajdujemy kamping nad jeziorem. Nie ma tu wygód ale jest nad samym jeziorem z pięknymi widokami na góry i Albanię. Do wieczora odpoczywamy.

Jezioro Ochrydzkie

27.04 piątek – dzień 7


Ohryd (Macedonia)

Idziemy zwiedzać miasto brzegiem jeziora. Przechodzimy ok 2,5 km ładnym bulwarem z szeregiem pensjonatów i knajpek. Wracamy na camping i ustalamy trasę na jutro. Chcemy dojechać do Kalambaki (Meteory). 

28.04 sobota – dzień 8


Ohryd (Macedonia) – Kalabaka (Grecja)

Rano, zwijanie obozowiska i pożegnanie z sympatycznym Stefanem właścicielem kempingu. Ruszamy w kierunku Bitoli i dalej na przejście graniczne z Grecją w Niki. Po drodze zakupy w markecie spożywczym jeszcze w Macedonii. Ceny niższe albo porównywalne z naszymi. Tankujemy  paliwo po korek i uzupełniamy gaz i w drogę. W Macedonii cenę paliw ustala państwo raz w tygodniu, a więc na każdej stacji płacimy tyle samo.  Na przejściu granicznym przyjemniej niż przy wjeździe. Grecy sympatyczni, a pani celniczka zagaduje dokąd jedziemy. Przejeżdżamy bez kontroli za wyjątkiem sprawdzenia paszportów. Grecja to inny świat w porównaniu do Macedonii, a przecież gdyby nie fundusze z Unii, pewnie obraz byłby taki sam. Jedziemy dobrymi drogami, najczęściej dwupasmowymi. Na parkingu czyste toalety i najważniejsze kran z bieżącą wodą. To bardzo ważne. Wczesnym wieczorem dojeżdżamy do Kalambaki. Miasteczko ciche i uśpione. Szukamy miejscówki na nocleg. Kemping który namierzyliśmy w aplikacjach okazuje się od dawna nieczynny. Zatrzymujemy sie na drodze na meteory na poboczu niedaleko tawerny. Jest cicho i spokojnie. W nocy budzą nas ujadające bezpańskie psy, których tu w Grecji jest sporo. Zdarza się, że są to watahy zwierząt, które na szczęście nie są agresywne.

więcej zdjęć

 

Dodaj komentarz