Bieszczady 2017 cz.1

Bieszczady 2017


Tym razem wybieram się docelowo w Bieszczady, ale w planach jest przejechanie całej Ściany Wschodniej. Po drodze oczywiście przystanki w miejscach znanych i mniej znanych. Jak zwykle jazda bez pośpiechu, przy zachowaniu maksimum bezpieczeństwa. Noclegi z założenia w miejscach cichych i spokojnych, ale urokliwych. Ruszam.


4 lipca 2017 – Góra Świętej Anny

Góra św. Anny – wnętrze bazyliki.

Moją wędrówkę rozpoczynam, zbaczając z autostrady A4 w kierunku Krapkowic. Dojazd wąskimi drożynami, ale wyasfaltowanymi od strony Gogolina. Wspinam się na wzgórze, 406 m n.p.m i parkuje przed Domem Pielgrzyma. Po około 250 km  jestem na miejscu. To miejsce kultu  przede wszystkim Ślązaków. Sanktuarium ładnie zlokalizowane na wzgórzu –   jest cicho i spokojnie. Gdzie nie-gdzie, spacerują grupki uczestników rekolekcji. Jest też dużo dzieci. Po rozeznaniu, lokuję się na dolnym parkingu (monitorowany, bezpłatny i ogólnodostępny). Miejsce nastraja do modlitwy i kontemplacji. Jest przepiękny park i dobra infrastruktura pielgrzymkowa. Spędzam tu noc.

5 lipca 2017 – Tyniec – Opactwo

Miejsce które koniecznie trzeba odwiedzić. Zlokalizowane jest nad brzegiem Wisły, można tu się dostać także rejsem wycieczkowym z Krakowa. Obejrzenie Opactwa to kwestia kilku godzin. Jest tu hotel i restauracja. Otoczenie niezbyt zadbane. Na nabrzeżu mało przyjaźnie. Jest mała gastronomia i przystanek żeglugi wiślanej. Miałem zamiar tu nocować, ale po zapadnięciu zmroku przeniosłem się do Łagiewnik.

5 lipca 2017 -Łagiewniki

Miejsce silnie skomercjalizowane porównując z Santiago de Compostela, czy Fatimą. Oprócz potężnego Sanktuarium, wieża widokowa i klasztor. Po kilku godzinach pobytu ruszam w dalszą drogę na południe.

6 lipca 2017 – Niepołomice

Zatrzymuję się tuż przy zamku Królewskim, na parkingu restauracji. Zamek robi wrażenie. Dziedziniec jest ogromny i dobrze utrzymany. To dopiero w ostnich latach doczekał sie remontu. Budowlę tę znamy z wielu filmów, które tu powstawały. Nie ma zbyt wielu zwiedzajacych mimo wakacyjnego szczytu. Po południu przechadzam sie po miasteczku. Jest tu pomnik króla Kazimierza Wielkiego, jak również skansen. Nocuję na parkingu przy-zamkowym. Rano ruszam w dalszą drogę.

7 lipca 2017 – Lusławice

Podążając na południe w ostatniej chwili dostrzegam drogowskaz „Lusławice”. Szybko kojarzę to Krzysztofem Pendereckim i skręcam w lewo, by po 1 km dostrzec imponujący gmach Europejskiego Centrum Muzyki. Obchodzę obiekt dookoła i próbuję wejść do wnętrza. Niestety zajrzenie do sali koncertowej ze względu na odbywające sie próby muzyków jest niemożliwe. Przechodzę na drugą stronę ulicy pod bramę posiadłości Maestro. W dali da się dostrzec pałacyk, położony w przepięknym parku.

7 lipca 2017 – Binarowa

następny przystanek tuż przed Bieczem, okazały kościółek drewniany w Binarowej. Po wnętrzu oprowadza pani przewodniczka. Wiele polichromii i wszystko autentyczne z odległych czasów. Aż dziw, że kościół nigdy nie ulegał pożodze. Mieszkańcy w tym dopatrują sie cudu. Przepiękny zabytek wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.

7 lipca 2017 – Dukla

Już prawie w Bieszczadach. Dukla – w której byłem dawno, dawno temu. Trochę zmian można zaobserwować. Miasteczko z ogromną historią i uczynnymi ludźmi. Nawiększy problem to olbrzymi ruch ciężarówek podążających do przejścia granicznego ze Słowacją. Tranzyt odbywa sie przez centrum, generując potężny hałas, kurz i spaliny. Obchodzę znajome miejsca i czym prędzej do auta i w drogę.

7, 8, 9 lipca 2017 – Iwonicz Zdrój

Iwonicz Zdrój – deptak i tereny rekreacyjne.

W tym miejscu parkuje na kilka dni, ze względu na charakter i urok. Na ulicach sporo kuracjuszy podążających do pijalni wód i na zabiegi. Szczególnie przyciąga deptak  z zabudową drewnianą pamiętającą odległe czasy. W części tych domów mieszczą się sanatoria. Uzdrowisko ma mnóstwo terenów spacerowych, dobrze zorganizowanych. Każdego dnia robię pieszą wycieczkę, w tym także na Cergową i do Źródła Bełkotka.

10 lipca 2017 – Rymanów Zdrój

Po trzech dniach rekreacji, ruszam w drogę. Docieram do Rymanowa Zdrój, mocno konkurującego z Iwoniczem. Jest tu pijalnia wód, a także tężnia. Wokół dużo zieleni i kuracjuszy.

10 lipca 2017 – Komańcza

Komańcza – Kościół wyznania rzymsko – katolickiego.

Jadę dużą Pętlą Bieszczadzką podziwiając zmiany jakie tu zaszły od momentu mojej ostatniej bytności. Po drodze zatrzymuję się samotnie na parkingach leśnych, by przy kawie nacieszyć oko rozległymi połoninami. Mijane miejscowości nie przypominają już osiedli pgr-owskich. W każdej obowiązkowo kościółek lub cerkiew. Robi się coraz bardziej późno i należy rozejrzeć się za miejscem postoju na nocleg. Zasadą jest, by nie robić tego zbyt późno. Ja przećwiczyłem i wyznaczyłem optimum na godzinę 17-tą. Na przeciwko stacji kolejowej jest kościół, a przy nim pięknie urządzony wiejski skwer. Rozmawiam z miejscowym księdzem i pytam, czy mógłbym ustawić auto na sporym placu przed probostwem. Niestety nie otrzymuję zgody. Spędzam noc na drodze tuż pod kościołem.

Wybieram się do miejsca internowania ks. kardynała Wyszyńskiego. Spacerem idzie się ok. 45 minut,  z czego ostnią część drogi, sporym wzniesieniem. Po drodze mijam miejsca pamiątkowe z sentencjami kardynała. Docieram do klasztoru i mimo, że jest już po godzinach zwiedzania uczynna siostra pokazuje mi wnętrze, ale najpierw kieruje mnie do kaplicy bym sie pomodlił (!).  W jednym z pokojów jest trochę przedmiotów i fotografii kardynała. Ksiądz Wyszyński mógł tylko poruszać się w określonym obszarze do nasypu kolejowego, gdzie przez całą dobę dyżurował strażnik. Siostry chętnie wynajmują kwatery na noclegi dla turystów. Nazajutrz wypoczęty i wyspany ruszam na rekonesans miejscowości. Jest spokojnie z rzadka przejedzie auto, ale sporo ciężarówek transportuje drewno z okolicznych lasów. Dochodzę do kościoła grekokatolickiego w którym odbywa się akurat nabożeństwo. Wnętrze wywiera na mnie ogromne wrażenie swoim bogactwem i utrzymaniem. Spędzam tam prawie godzinę przyglądając się się sprawowanej liturgii. Bardzo mi się podobało zaangażowanie wiernych w uczestnictwo. W tym obrządku nie ma organów w kościele i to wierni uświetniają rytuał swoimi śpiewami. Msza sprawowana była w całości w języku ukraińskim. Dalej maszeruję na wzgórze by zobaczyć zabytkową cerkiew prawosławną. NIestety nabożeństwa odbywają się tylko w niedzielę i wtedy wnętrze jest dostępne.

Refleksja po pobycie w Komańczy: w jednej małej wsi mogą współistnieć trzy wyznania obok siebie. Godne podziwu, zwłaszcza w dzisiejszej podzielonej Polsce.

11 lipca 2017 -Cisna

Kończę swój pobyt w Komańczy. Kieruję się do Cisnej. O dziwo nie pada deszcz jak w piosence Krystyny Prońko, „Deszcz w Cisnej” . Parkuję przy wieży widokowej przy wjeździe do miasteczka. Jest sporo turystów, co nie dziwi bo roztacza się tu przepiekny widok na połoniny bieszczadzkie. Spaceruję po miasteczku i ruszam dalej w poszukiwaniu miejsca na nocleg.

11 lipca 2017 – Kalnica/ Wetlina

Na polu biwakowym

Na drodze do Wetliny zauważam informację o polu biwakowym. Jestem w miejscowości Kalnica. Zbaczam w lewo i dojeżdżam do mostku i budki, w której pobiera sie opłaty za wstęp do Parku Narodowego. Okazuje się, że tu zaczyna się szlak na  Połoninę Wetlińską i Caryńską. Mam obawy czy moje auto zmieści się na moście, ale otrzymuje informacje, że na pole prowadzi kolejny – drugi most i tu już mogą byc problemy. Rzeczywiście z daleka widać, że to prowizorka, dodatkowo dojazd jest z ukosa. Nie mam pewności jaka jest nośność. Strach wjeżdżać, w końcu moje auto to ciężar dwóch – trzech osobówek. Administrator pola zapewnia o wytrzymałości, jako że po nim przejeżdżały czołgi. A co, jeśli nie ? Udaje się – wjeżdżam na górny taras. Miejsce super bez wody bieżącej, prądu i sanitariatów. Biwakują tu jeszcze rodziny z okolic Krakowa. Dostęp do wody  w przepływającej rzece Wetlince. Nie decyduję się, mimo że tubylcy zapewniają o jej przydatności do picia. Zawsze wożę ze sobą spory zapas wody w bukłakach kupionych w markecie. Rozkładam się i zapadam w błogi stan odpoczywania. Wkoło połoniny, piękna pogoda i spokój.

12 lipca 2017 – Jaworzec

Z samego rana wybieram się do bacówki Jaworzec. To ok. 3 km na północ od Kalnicy. W wiejskim sklepie kupuję drożdżówki. Sprzedawczyni nie ma problemu z pojęciem praw popytu i podaży. Ceny sezonowe. Idę najpierw drogą asfaltową, co jakiś czas mijają mnie samochody załadowane drewnem. Dalej droga prowadzi już scieżką mocno pnacą sie pod górę. Mijam nieczynny już punkt wypalania węgla drzewnego Kobylyny z pozostawionymi retortami. Po drodze mijam także tablice, informujące o przechodzeniu przez teren wsi Jaworzec , po której nie ma już śladu. Podobnie, informacje o cerkwiach, które kiedyś tu były. Trzeba pamiętać, że po 1947 roku ludność stąd przesiedlano do ZSRR. Podziwiam okolice i widoki roztaczajace się ze szlaku.

Dochodzę do bacówki Jaworzec. Jest tu schronisko, ale bez wygód. Prąd z agregatu, ale jest dostęp dla obsługi  do sieci – z satelity. Transfer nie powala, ale przynajmniej mają jakieś wiadomości. Robię sobie jedzonko przyniesione w plecaku i długo przesiaduję przed schroniskiem podziwiając otaczające piękno zielonych gór. Gdzieś daleko słychać warkot pił spalinowych, świadczący o prowadzonej wycince. Z tego miejsca już tylko na wyciągnięcie ręki – Słowacja i Ukraina. Przychodzą kolejne osoby. W drogę powrotną zabieram się ze spotkanym Niemcem. Pan jest tu co roku i pomimo coraz większych problemów z poruszaniem się, nie wyobraża sobie zaprzestania wizyt w Bieszczadach. Przy asfalcie ma zaparkowane auto. Proponuje podwózkę. Ja bardzo dziekuję. Auta jak na razie unikam jak mogę. Po południu wybieram się rowerem do Wetliny. Muszę poszukać miejsca serwisowania mojego kampera. Dogaduję sie z panem na sezonowej stacji benzynowej, że jutro pozwoli napełnić wodą zbiornik.

12 lipca 2017 – Radoszyce