Grecja 2018 – cz.IV

13 maja niedziela – Gytheio

Nudzi nam się w jednym miejscu i postanawiamy ruszać dalej dookoła Peloponezu. Decydujemy się na objechanie dzikiej i surowej krainy – Mani. Przejeżdżamy przepiękne i dostojne góry Tajget z najwyższym szczytem  Profitis Ilias ok. 2400 m n.p.m.  Są naprawdę wysokie, a miejscowości z dużą ilością opuszczonych domostw. Po drodze kupujemy paliwo i tankujemy wodę. Droga z serpentynami chwilami naprawdę przerażająca, ale widoki przepiękne. 

Po południu docieramy na przedmieścia Diros w poszukiwaniu jaskini ze stalagmitami. Miejsce słabo oznakowane. Błądzimy i wracamy. Wreszcie jest. Niestety zjazd z głównej drogi słabo oznakowany.  Bilet w wersji „diskont”kosztuje 8 euro za półgodzinną przejażdżkę łodzią wąskimi korytarzami w imponującej scenerii. ostatni odcinek trasy przechodzi się pieszo. Trwają badania następnych jaskiń, by udostępnić je turystom.  Wrażenia rzeczywiście ogromne. Niestety , ponieważ jest półmrok zdjęcia są nie najlepsze.

Wsiadamy do łodzi.
Rozpoczynamy wędrówkę.
… i już niestety koniec.

Ze wzgórza przy jaskini dostrzegamy w oddali stojące campery tuż nad brzegiem morza. Próbujemy się tam dostać. Droga prowadzi wokoło polnymi dróżkami. Miejsce nadzwyczaj imponujące. Szum fal naprawdę głośny, a za zatoką widać już pełne morze.

14.05 poniedziałek – Dures Gytheio – Karavostasi -Kardamili – Kalamata

Trudno zlokalizować tę miejscówkę. Google podają różne miejscowości. Miejsce to znajduje się na odludziu w dolinie, także przekaźniki go nie wykrywają. Mam współrzędne. Rano śniadanko z naleśnikami i w drogę do Kalamaty cały czas brzegiem morza. Można byłoby pojechać środkiem lądu, ale chcemy nie stracić widoku tak pięknych krajobrazów.

Poranne śniadanie nad brzegiem morza.

Postanawiamy w drodze zrobić przerwę na kawę. Zjeżdżamy z głównej drogi do miejscowości Karawostasi, małego miasteczka portowego nad zatoką.

Zatrzymujemy się w Kardamili. Prawdopodobnie, jednej z najpiękniejszych miejscowości  na Manii.

Jemy tu posiłek i po południu docieramy do Kalamaty. Najpierw w mieście zakupy – w Lidlu. I teraz nie wiadomo, co dalej. Znaleźliśmy się tu, by zobaczyć oddalone o 50 km Mistras, ale jesteśmy zbyt zmęczeni by jechać dalej. Zjeżdżamy do dzielnicy nadmorskiej w poszukiwaniu mariny. Decydujemy się tu na nocleg. Jest łazienka, prąd. Wszystko za 8,60 euro. Jest ok. 

Kalamata – Marina.
Kalamata – Odpoczywamy w marinie.

15.05 wtorek Kalamata – Mistras – Kalo Nero

Wyruszamy drogą niepozornie wyglądającą i wspinamy się na wzgórze skąd widać Kalamate. Droga Kalamata – Sparta, z czasem zaczyna być coraz bardziej kręta i malownicza. Jedzie się trudno ze względu na masę zakrętów i to najcięższych. Jest to najbardziej malownicza i kręta droga w Grecji przecinająca góry Tajget przez przełęcz Langadas.

Połowa drogi pod górę, a druga w dół. Zatrzymujemy się na pięknym parkingu widokowym w Parku Krajobrazowym. Wokół przepiękne wysokie skały. Ciężko stad wyjechać bo widok cudowny.

Dojeżdżamy do Mistras średniowiecznego miasta od kilku-dni pieczołowicie odbudowywanego. W kasie prosimy o bilety dyskont. Pani pyta skąd jesteśmy i domaga się dowodów lub paszportów. Oświadcza, ze przysługuje nam tylko jeden bilet ulgowy.

Jedziemy dalej nad morzem, tym razem autostradą by uniknąć krętych i uciążliwych dróg.

Autostrada  w kierunku Patras. Tablice ostrzegają przed misiami.

Po 2 godzinach meldujemy się na brzegu Morskim  w Kalo Nero. Miejscowość zlokalizowana przy trasie do Patras. 

Wspaniała miejscówka nad samym morzem, stoi kilkanaście kamperów i wśród nich dwa z Polski…z Poznania. Ludzie mili od razu zapraszają do kompanii. Pijemy greckie winko i rozmawiamy do późna. 

16.05 środa – Kalo Nero

Czas spędzamy na słońcu przy morzu. 

Po południu przyjeżdża załoga z Jarosławia z którą spotkaliśmy się w Monemwasi. Przegadujemy do późna wieczór przy winku i kiełbasce greckiej z grila. Jest sympatycznie.

 

17.05 czwartek – Kalo Nero

Niestety Tadeusz i Zofia odjeżdżają, ale rano wspólnie pijemy kawę i sok ze świeżych pomarańczy. Pycha. 

Poranna kawa i sok ze świeżych pomarańczy.

Wybieramy sie na rekonesans pobliskiej Kyparissia. Niestety miasto jest niezbyt zadbane i nie przyjazne dla kamperów. Robimy zakupy i wracamy na miejscówkę Kalo Nero. Po południu na dobre sie rozpadało. Siedzimy w kamperze i czytamy.

18.05 piątek – Kalo Nero

Plaża i słońce. Lenistwo.

19.05 sobota – Kalo Nero

Plaża i słońce . Chwilami mocny wiatr chłodno. Spacery po wsi. 

20.05 niedziela – Kalo Nero – Olimpia

Rano wybieramy się do Olimpii. Niby nie daleko, ale droga jak zwykle kręta i to mocno. Olimpia nie zachwyca, ale jako jedyne takie miejsce na świecie trzeba zobaczyć.  Jest duży problem z parkowaniem.

Kupujemy bilety wstępu ulgowe i pani nas „kantuje” na 4 euro. To już kolejny raz w Grecji.  Obchodzimy całe ówczesne starożytne miasto, szukając symboli narodzin rywalizacji olimpijskiej. Na stadionie, gdzie odbyła się pierwsza konkurencja olimpijska, próbuję biegu. Dalej oglądamy szkołę gladiatorów, pałac cesarza i znicz olimpijski. 

Nasi znajomi ujawnili się z campingu nad samym morzem. Postanawiamy do nich dojechać. Miejsce super. Jest tu wszystko, co potrzebne do wypoczynku. Jesteśmy zadowoleni, że spędzimy razem czas na rozmowach przy winku w języku ojczystym.