Grecja 2018 – cz.V

21.05 poniedziałek – 23.05 środa

Vartholomio (kemping)

Miejsce przygotowane i prowadzone wręcz idealnie. Na niektórych miejscach  postojowych tabliczki z datami rezerwacji i tam nie można się ustawić. Na polu przewaga załóg z Niemiec. Swoją drogą jak oni to robią, że tyle podróżują. Spędzamy czas na moczeniu się w basenie z kryształowo czystą wodą. Morze do którego jest kilkadziesiąt metrów jest wzburzone i dużą falą. W basenie jest zdecydowanie przyjemniej.

Zajmujemy miejsce przy głównej alejce.

Późnym popołudniem wybieramy się wspólnie na piwko do kempingowego baru. Pogoda cały czas dopisuje, a temperatura cały czas letnia w okolicach 30 stopni.

Wieczorem zostajemy zaproszeni przez Zosię i Tadzia na kolację. Była okazja popróbować części dań kuchni greckiej. Wyśmienite.

Następny dzień spędzamy identycznie – na lenistwie basenowym.

Do najbliższego miasteczka jest ok. 10 km, a my bez rowerów nie mamy jak się tam dostać. Zresztą na miejscu mamy dobrze zaopatrzony sklep, także wszystko jest.

Wieczorem mogliśmy zrewanżować się naszym znajomym i zjeść wspólną kolację. Ku naszej uciesze po kolacji odbył się pokaz greckich tańców ludowych w oryginalnych strojach. Nie zabrakło „Zorby”. Była to prawdziwa uczta duchowa, tym bardziej, że nie spodziewana.       

24.05 czwartek

Vartholomio – Mesolongi

Opuszczamy kemping i naszych sympatycznych znajomych. Oni planują tu jeszcze pobyć kilka dni, a do kraju wrócić przez Meteory, a więc tam, gdzie myśmy rozpoczynali nasza wędrówkę.  Kierujemy się na Patras.

Wybieramy przeprawę promem pod mostem Rio (6 euro). Przejazd mostem kosztuje 13,5 euro. Mamy zamiar po przeprawieniu się przejść most pieszo. Niestety robi się zimno i ruszamy w drogę w poszukiwaniu miejsca na nocleg. Żegnaj Peloponezie, będziemy chcieli tu jednak jeszcze kiedyś wrócić. Jesteśmy na kontynencie.

Na nocleg wybieramy Mesolongi, miasto na trasie do Janiny. Marina niezbyt czysta. Całą noc szczekają psy, ale to tutaj normalne, acz bardzo uciążliwe. Przechadzamy się wieczorem po porcie. Przy nabrzeżu cumuje kilka jachtów. 

25.05 piątek 

Mesolongi – Janina

Przyjeżdżamy do Janiny. Niestety, jesteśmy coraz bliżej „wylotu” z Helady. Zatrzymujemy się w centrum tuż przy cytadeli nad jeziorem Pamwotida, na którego wyspach stoją klasztory i inne zabytki. Miasto o bogatej historii i dwóch nacjach żyjących po sobie. W roku 1923 miejscowi Turcy zostali zastąpieni Grekami.

Otoczenie robi wrażenie. Jest mnóstwo wycieczek i osób spacerujących w obrębie jeziora. Wieczorem przybywa aut na parkingu, wszak do poniedziałku jest tu święto – Grecy masowo korzystają z wieczornych spotkań.

Wybieramy się na późno wieczorny spacer po mieście. Wszędzie jest gwarno i tłoczno. Miejsca w tawernach zajęte. Noc nie zapowiada się spokojnie – na parkingu jest spory ruch aut.  

26.05 sobota 

Janina – Orikum (Albania)

Przed ruszeniem w dalszą drogę wybieramy się na lokalne targowisko. Jest sporo straganów i kupujących. Zaopatrujemy się w pomarańcza i cytryny, a także pomidory. Wszystko świeżutkie.

Po powrocie z bazaru przy naszym kamperze zastaliśmy trójkę dziewcząt z .. Polski,  a konkretnie z Trójmiasta. Okazało się, że podróżują z namiotem w kierunku Albanii, a w oczekiwaniu na wyniki matur postanowiły udać się na wycieczkę.

Poczęstowane śniadaniem i gorącą herbatą ruszyły w dalszą drogę, a my mieliśmy nadzieję, że jeszcze się spotkamy na szlaku.

Po śniadaniu obieramy kierunek Albania i planujemy przekroczyć granicę w Kakavia. Droga do granicy spokojna, a samo przejście przypomina nasze z ubiegłego wieku. Odprawa graniczna niezbyt komfortowa.

Udajemy się w kierunku Sarandy, największego kurortu nadmorskiego. Droga wiedzie przez góry, wjeżdża się zakosami. Brak barier ochronnych przed zsunięciem się w przepaść. Widoki imponujące.

Samo miasto strasznie zatłoczone, w końcu to wizytówka Albańskiej Riwiery. Szukamy miejsca na postój. Campingi nie do przyjęcia pod względem standardu lub ceny. Postanawiamy udać się dalej w kierunku Vlora.

Przy wyjeździe z Sarandy spotykamy na poboczu dwa kampery z Polski. Podróżują Danka i Genek z Żor i Tadek z Oświęcimia. Postanawiamy, że dalszą drogę pokonamy wspólnie. Droga prowadzi przez góry Cika do Przełęczy Llogara. Krajobraz imponujący, ale jazda karkołomna. Osiągamy punkt widokowy. W powrotnej drodze ostry zjazd i zapach spalonych okładzin hamulcowych.

Zmęczeni dojeżdżamy na camping w Orikum, nad samym morzem. Warunki takie sobie, ale nie jest żle.

Więcej zdjęć z przejazdu przez Albanię – tutaj     

27.05 niedziela

Orikum camping

28.05 Maja poniedziałek

Orikum – camping

Korzystając z dnia bez jazdy,  jedziemy do miasteczka uzupełnić prowiant, a przy okazji obejrzeć jak wygląda życie w Albanii. Zaglądamy do sklepu spożywczego i przechodzimy koło innego, oferującego wszystko prócz żywności.

29.05 wtorek

Orikum – Lezhe

Rano ruszamy w kierunku Wlora, a dalej do Czarnogóry. Noc na campingu, z niezłym wyposażeniem. Jest nawet tu basen.

Wieczorem spacer po centrum.

30.05 środa

Lezhe – Utjeha (Czarnogóra) 

Rano decydujemy się wyjechać w kierunku Czarnogóry. Jedziemy do Tirany, odcinkiem drogi dwupasmowej. Jednak nie skręcamy do stolicy, obierając azymut na Vlora.

Cały czas podążamy pasem nadmorskim – Riwierą Albańską. Mijamy naprawdę imponujące hotele i pensjonaty. Również ulice wyglądają okazale.

Przed samą granicą ostatnie zakupy z obowiązkowym koniakiem albańskim, znanym z zamierzchłych czasów w Polsce.

Obrazek z albańskiej ulicy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na przejściu granicznym po stronie Albańskiej długa kolejka i długie oczekiwanie na odprawę. Stojący przed nami kamper Danusi i Genka został odstawiony na bok i „rzuciła” się na niego grupa celników.

 

„Przykładna” kontrola celna kampera.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dokonujemy odprawy przejeżdżając na stronę Czarnogóry i tu obowiązkowy postój na kawę. Podążamy dalej w kierunku Baru, głównego portu morskiego Czarnogóry. Główna droga niestety jest zamknięta i wyznaczono objazd drogami lokalnymi. Jest ciasno, a i nawierzchnia jest chwilami marna. Jest za to okazja do oglądania wsi i miasteczek, oraz ich mieszkańców.

Docieramy na camping, tuż nad samym morzem. Miejsce to jest znane naszym kompanom, jako że bywali już tu kilkakrotnie. Lokalizacja bardzo trafna – plaża po drugiej stronie ulicy. Stanowiska dla kamperów usytuowane są w gaju drzew oliwnych, dających przyjemne ocienienie. Spędzamy tu dwie noce.

Camping „Utjecha”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1.06 piątek

Bar – Kotor – Zatoka Kotorska – Kupari – Dubrownik

Rankiem zbieramy się w dalszą drogę, bo jeszcze przed opuszczeniem Czarnogóry chcemy koniecznie zobaczyć Kotor i objechać Zatokę Kotorską. Żegnamy się z naszymi sympatycznymi znajomymi i umawiamy się na przyszłoroczną włóczęgę. Tankujemy auto w Barze i po 60 kilometrach meldujemy się w Kotorze, gdzie zaparkowanie kampera stanowi nie lada wyzwanie. W końcu znajdujemy duży parking i możemy ruszać w miasto.

Miasto nas zauroczyło położone nad Boką Kotorską, okolone przez góry. Z murów obronnych miasta roztacza się fenomenalny widok na zatokę i miasto. Łączna długość murów Kotoru wynosi 4,5 km, wysokość dochodzi do 20 m, a szerokość waha się miedzy 2 a 5 metrów. Twierdza nie do zdobycia.

Starówka Kotorska została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Rzeczywiście robi wrażenie, a idąc uliczkami, trzeba uważać  żeby się nie zgubić.

Uliczki Starego Miasta.

Ruszamy na objazd zatoki. Przeprawa promem trwałaby krócej, ale nie możemy sobie odmówić przyjemności obejrzenia najpiękniejszej adriatyckiej zatoki, gdzie góry schodzą prosto do morza, przez co porównywana jest do norweskich fiordów.

Żegnamy już Czarnogórę, obierając kurs na Chorwację. Korzystając z faktu korzystnej ceny paliwa tankujemy po korek i zmierzamy ku granicy. Odprawa odbywa się osobno, po stronie każdego kraju.

Następny przystanek to Dubrownik. Znajdujemy ładny Kemping 9 km od miasta, położony w parku.

Recepcja kempingu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 2.06 sobota

Kupari – Dubrownik

Wybieramy się autobusem do centrum Raguzy. Przystanek zlokalizowany jest 200 m od naszej miejscówki, autobusy odjeżdżają co kilkanaście minut. Zwiedzanie Dubrownika rozpoczynamy od murów obronnych. Jest potwornie gorąco i  mnóstwo turystów.

Relacja   tutaj 

3.06 niedziela

Kupari – Jezersko – Plitwickie jeziora

Wczesnym rankiem ruszamy w drogę. Do przejechania mamy ponad 400 km. Stan dróg jest dobry, ale mieliśmy tu okazję zetknąć się z pozostałościami działań wojennych. Zdarzały się długie odcinki przerażająco puste i nie zamieszkałe z budynkami zniszczonymi przez bomby. W przewodnikach

znajdujemy ostrzeżenia by nie wchodzić na tereny przydrożne ze względu na ciągle występujące miny.

Późnym wieczorem znajdujemy miejsce na nocleg w gospodarstwie agroturystycznym.

Relacja tutaj 

4.06 poniedziałek

Jezersko – Landawa (Słowenia)

Szalenie zmęczeni po całodziennych wędrówkach po Parku Narodowym jedziemy w kierunku Słoweni i tuż za przejściem granicznym zatrzymujemy się na nocleg.

5.06 wtorek

Lendawa – Bludow (Śumperk) Czechy

Lendava

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odwiedzamy miasto, które okazuje się kurortem z gorącymi źródłami. W południe ruszamy przez Austrię, Słowację do Czech. Chcemy jeszcze zatrzymać się kilka dni w górach Jesenikach. Na noc zatrzymujemy się w Śumperku na parkingu tuż przy parku.

6.06 środa

Śumperk – Cerwonohorske Sedlo (Jesenik)

Jedziemy do stacji narciarskiej położonej w górach i tu wybieramy się na wycieczkę szlakami turystycznymi. Jest bardzo przyjemnie, prawie wogóle nie ma ludzi. Wracamy mocno zmęczeni. Jutro już w domu.

7.06 czwartek

Jesenik – Kędzierzyn-Koźle – Leszno 

 

Podsumowanie

Przejechaliśmy 6307 km